Opowieści z parku 5 – Niebiański chór

 

Po raz pierwszy w długiej historii swej działalności Klubowy Chór Gryzoni, w skrócie KCG, stoi w obliczu kryzysowego spadku członkostwa. Kiedy mówię „po raz pierwszy”, niekoniecznie jest to stwierdzenie prawdziwe. Dokumentacja klubu przepadła podczas długiej zimy wiele lat temu, gdy rezerwy tak się skurczyły, że władze musiały upoważnić instytucje miejskie do otwarcia drzwi bibliotek i wydawania książek w celach konsumpcyjnych. Początkowo zadecydowano, by wydawać książki w porządku alfabetycznym, poczynając od litery „A”. Szczęśliwie wuj Fred, sławny historyk sztuki, przebywał w tym czasie za granicą, w przeciwnym razie musiałby na własne oczy ujrzeć, jak dorobek jego życia przechodzi przez gardła nieświadomych i nieczułych. Jak sam jednak zauważył, nigdy wcześniej kultura nie była tak chętnie konsumowana przez masy. Wuj Fred mógł sobie pozwolić na tak filozoficzne podejście, gdyż jako dziecko nauczył się na pamięć „Jeżeli” Kiplinga, tak samo zresztą jak wiele innych dzieci jego pokolenia na całym świecie. Wiersz ten głęboko nim poruszył, zwłaszcza fragment, w którym podmiot liryczny widzi, jak idioci rujnują dorobek jego całego życia. „Będę po prostu musiał ‹‹schylić się i odbudować je zużytymi narzędziami››”. Przynajmniej wiem, czym się zajmę na emeryturze, prawdopodobnie za drugim razem pójdzie mi też lepiej, bo miałem czas przemyśleć sobie wszystko, co dotąd napisałem.” Wydaje mi się, że mówił poważnie…

Dopiero gdy pustoszeć zaczęły półki „E” ktoś z Rady zauważył, że te na „F” zawierają wiele ważnych książek dotyczących czcigodnych osób żywych, w tym wielu radnych, które należy bezwzględnie ocalić dla przyszłych pokoleń, książki o tytułach takich jak Fantastyczne Żyjące Gryzonie: antologia ich czynów oraz wpływ na współczesne społeczeństwo; Figury Wielkich Gryzoniowatych; Farmer i Jego Wróg; Finansowy Szczur, Fspaniały Gryzoń (opublikowane jeszcze przed standaryzacją pisowni) i tak dalej, przykłady życia wspaniałych stworzeń, których absolutnie nie wolno wydawać na pastwę nieczułych gardeł i odbierać wiedzę o nich potomności. Rada zwołała zebranie nadzwyczajne. Ustalono, iż poczynanie od litery „A” było błędem, za który nikogo nie należy winić. Jednakże, aby uniknąć dalszych kosztownych strat, uchwalono, by zacząć od początku, tym razem od końca alfabetu. Ktoś zauważył, że chociaż prędzej czy później „F” będzie zagrożone z drugiej strony, to dzięki tej akcji rząd zyska na czasie na tyle, by rządowa polityka miała szansę się wgryźć. Niektórzy z bardziej rozważnych członków rady wyrazili powątpiewanie, czy aby na pewno społeczeństwo jest aż tak łatwowierne i nie wyczuje pisma nosem, że tak się wyrażę. Zasugerowali, aby dokonać selekcji spośród mniej ważnych książek i udostępnić je do konsumpcji. Inni natychmiast wychwycili problem. Ktoś z rady musiałby przecież zadecydować, kto zostaje na półkach, a kogo przeznaczamy na kupę gnoju. Nieuchronnie prowadziłoby to do niekończących się kłótni, waśni i zakłóceń porządku, zwłaszcza ze strony tych radnych, którzy mieliby powody by obawiać się zesłania. Dyskusję zakończono, rada zagłosowała jak należało i uchwała, by ocalić całą półkę „F” i zacząć ponownie od „Z” przeszła jednogłośnie.

Niefortunnie dla KCG, wszystkie dotyczące ich akta zjedzono w pierwszym rzucie, jako skatalogowane na półce z literą „C” jak chór, zamiast „K” jak klub. Dlatego właśnie mówiąc, że chór po raz pierwszy stanął w obliczu członkowskiego kryzysu, mogłem się mylić. Nikt nie wie tego z całą pewnością a nawet jeśli ktoś wie, to woli udawać, że nie pamięta, aby uniknąć kłótni.

Śpiew i muzykowanie były zawsze sercem kultury dla mieszkańców parku. Nawet jeśli myszom brakuje głębokiego szczurzego tembru głosu, to jako najwrażliwsze z gryzoni zawsze świetnie brzmią w rozbudowany repertuarze polifonicznym. Wuj Fred zaczynał jako młody chórzysta w katedralnym chórze gryzoni. Akurat w tym samym czasie pośród regularnych parafian rozwinął się przesąd, jakoby katedra była nawiedzona przez chór duchów. Przesąd ten stanowił źródło nieustannej uciechy dla wielu członków społeczeństwa gryzoni, choć jego pochodzenie nosi w sobie ślad tragedii. Oto co się wydarzyło. Księża zwykli nosić długie komże. Gdy schodzili się do zakrystii, myszy wskakiwały pod ich rozłożyste treny i podróżowały z nimi w ten sposób aż do ołtarza. Metoda ta niepozbawiona była ryzyka; gdy któryś ksiądz nagle przystawał, wszystkie myszy też musiały prędko się zatrzymać. W powszechnej pamięci zachował się jeden tylko taki wypadek, kiedy to dyrygent chóru, pan Majster, osobnik energiczny i rezolutny, acz nierzadko rozpraszany przez sprawy niewiele mające wspólnego z interesem chóru, prowadził akurat chórzystów na swe miejsce. Nie dowiemy się nigdy, o czym myślał w owym fatalnym momencie, ale z całą pewnością nie zauważył, że księża przystanęli i dawali właśnie krok do tyłu. Zdał sobie z tego sprawę za późno. Wielkie czarne buciory księdza były już nad jego głową i zmierzały nieuchronnie w dół. Jego los został przypieczętowany a wraz z nim los wielu młodych myszek w sekcji sopranów. Mówiono, że ich koniec był szybki i z pewnością nie cierpiały. Niektórzy nawoływali, by ustanowić dzień pamięci narodowej, no bo przecież to taka wielka tragedia, prawie na równi z okropną Masakrą Trzech Kotów, Prusa, Rusa i Austryjka, kiedy cała prawie mysia kultura została zniszczona. Wielu twierdzi, że już nigdy nie doszła do siebie. W tej konkretnej kwestii ława przysięgłych jeszcze się naradza.

Gdy przychodzi do celebrowania tragedii narodowych, problemem bywa głęboka emocjonalność myszy. Łatwo dają się ponieść emocjom. Przywódcy lubują się w przesadnych i przydługich przemowach o bohaterstwie oraz patriotyzmie poległych. Co gorsza, muszą w nich zawsze uderzyć w motyw ofiary, motyw, który każda mysz dobrze zna i rozumie: biedna myszka stara się przetrwać w świecie, który opanowują siły zła i niszczą wszystko na swej drodze. Może to być oczywiście prawdą, ale trzeba pamiętać, że myszy są nie tylko kiepskimi doradcami, gdy przychodzi do udzielania rad samym sobie, ale często wręcz sprawcami własnych nieszczęść, do czego niewiele z nich się przyznaje.

Jeszcze tego samego, jakże tragicznego dnia, z rodziną Majstrów skontaktował się prawnik, szczur-specjalista od roszczeń powypadkowych w stylu „nie ma wygranej, nie ma opłaty”, jeden z najznakomitszych w całym parku. Zadawał wiele trudnych pytań typu, „Czy ponieśliście jakieś wymierne straty finansowe?” „Straciliśmy naszego ojca i naszą matkę, która była sopranistką.”

Nie jesteśmy w Ameryce. Jeśli chcecie dostać odszkodowanie, i mam tu na myśli pieniądze, to musicie się bardziej postarać. Mój czas to pieniądz. Użyjcie wyobraźni.”

Do sprawy włączył się KCG. Przeczuwając, iż pogrążona w smutku rodzina może zostać łatwo zmanipulowana do wniesienia roszczeń wobec samego KCG, klub przegonił prawnika i z pomocą klubowicza, który pracował w marketingu dla Uniwersalnych Przekąsek Serowych Spółka Z o.o., był w stanie zaoferować biednym sierotkom odszkodowanie w postaci bezpłatnego sześcio-miesięcznego zapasu przekąsek serowych. To rozwiązanie postawiło wszystkich w dobrym świetle. Biedna rodzina mogła ukoić swe smutki w dostatniej dobroci najskuteczniejszego poprawiacza nastroju jaki kiedykolwiek stworzono, a KCG zachował się w zaistniałej sytuacji bardzo honorowo, chroniąc pogrążoną w smutku rodzinę przed okrutnym prawnikiem najgorszego rodzaju, jednego z tych zupełnie niewyobrażalnych, plus wykazał się szczodrością organizując, z niemałym trudem, przekąski serowe. Wszyscy ukontentowani. Media wyrażały o sprawie się bardzo pochlebnie.

Ale wróćmy do naszego widmowego chóru. Zakończywszy niebezpieczną podróż, myszy wyślizgiwały się spod liturgicznych komży i zbierały się wszystkie pod ołtarzem, pod osłoną obrusa. Główny chór katedralny śpiewa z miejsca na poddaszu na drugim końcu nawy, zazwyczaj w tym samym czasie i na tej samej wysokości dźwięku co organy. Mówię, że śpiewa zazwyczaj w tym samym czasie i na tej samej wysokości dźwięku co organy, bo nie zawsze udaje im się osiągnąć spójność. Chórowi pomogłoby częstsze strojenie organów, ale nikt się tym jakoś specjalnie nie przejmuje. Na pewno wiecie, że dźwięk potrzebuje czasu, by pokonać przestrzeń, może nawet ci z was z lepszą pamięcią do bezużytecznych informacji mogliby określić jego prędkość. Jako że katedralna nawa jest bardzo długa, dźwięk chóru i organów potrzebuje czasu, by dotrzeć do mysiego chóru pod ołtarzem. Z tego właśnie powodu mysi chór zaczyna zawsze i kończy śpiewać z opóźnieniem. I tu kryje się cała tajemnica niebiańskiego echa. Nie ma tajemnicy. Tylko zależność czasu.

Ale, i jest to bardzo duże ale, biedni parafianie nie mieli o tym pojęcia. Wymyślali więc coraz to nowe wytłumaczenia dla fenomenu anielsko brzmiącego chóru-widmo. Ludzie z całego świata przyjeżdżali, by go usłyszeć. Jedni mówili że to cud, drudzy że niewytłumaczalny fenomen natury. Uniwersytecki wydział fizyki przeprowadził sześcio-miesięczne badania. Jedyne, co udało im się ustalić to fakt, że w czasie mszy dźwięki niebiańskich głosów wydają się dobiegać z ołtarza. Nie mogli niestety dostać się do ołtarza w trakcie trwania mszy, jako że władze katedry nie wyraziły zgody na zakłócanie ceremonii. Wystąpili więc z prośbą o przesunięcie ołtarza tak, by zobaczyć co znajduje się pod spodem, jednak również ta prośba została odrzucona przez władze katedry z wytłumaczeniem, iż jama pod ołtarzem jest miejscem ostatniego spoczynku pewnej wybitnej osobistości i że nie należy tego miejsca zakłócać. Mówiąc prawdę, władze miały ważny powód by odmówić. Miały sekret. Księża wiedzieli, że dawno temu wszędobylskie szczury przedostały się do owego miejsca ostatniego spoczynku i urządziły sobie ucztę ze szczątek wybitnej osobistości. Jama była pusta. Ale, i do tego nie przyznawali się nawet sami przed sobą, nie mieli bladego pojęcia skąd bierze się anielski dźwięk lub kto go wytwarza. Uznali więc, że jest to tajemnica, która dobrze im służy, gdyż ludzie płacą pieniądze, by zobaczyć to sławne miejsce, z którego wydobywa się dźwięk i by usłyszeć go w trakcie mszy, choćby z pewnej odległości, jeśli akurat im się poszczęści.

KCG-owcy wiedzieli o wszystkim. Wiedzieli nawet o szczurach. Wiedzieli, że istniała dużo lepsza droga dotarcia pod ołtarz. Jako że naszym małym chórzystom nie wolno się było bratać z tym typem szczurów, który zamieszkiwał tunele pod katedrą, to jedynie członkowie chóru rodzaju szczurzego używali tej trasy, by dostać się pod ołtarz. Z drugiej zaś strony wchodzenie do kościoła w otoczeniu księży, jakkolwiek niebezpieczne, było zwyczajem czcigodnym i pełnym tradycji. Właściwym zwyczajem dla małych myszek.

Zauważcie, że kiedy piszę o mysim chórze, piszę w czasie przeszłym. Młode myszy nie wydają się już być zainteresowane starymi sposobami muzykowania. Młodzi tworzą muzykę po swojemu. Wielu śpiewa, gra w zespołach i grupach. Piszą własną muzykę, śpiewają własne piosenki i bardzo mnie to cieszy, nawet jeśli nieszczególnie podobają mi się efekty ich twórczości. Jedynym pytaniem jest kwestia równowagi. Rób swoje, lecz nie zapominaj o reszcie społeczności. Dobrze to zrobi i tobie i innym. Ale oddalam się od tematu.

Zacząłem od kryzysu: rzedniejące szeregi członkowskie. Wuj Fred mówi, że nic nie da się zrobić. „Takie czasy, mój drogi, takie czasy”, choć nigdy nie można jasno stwierdzić, co chce przez to powiedzieć. Sroka Klara obwinia szaleństwa technologii i muzyki rozrywkowej, które rzekomo obniżają zdolność do koncentracji u młodych osobników. Mówię jej, że jest ostatnią osobą, która może cokolwiek obwiniać w kwestii zdolności do koncentracji oraz że przecież nigdy nie używała technologii, więc skąd może wiedzieć? Leszek twierdzi, że duży wpływ ma obecny sposób odżywiania, „za dużo chemikaliów”, co w ustach kontrolera jakości w Uniwersalnych Przekąskach Serowych Spółka Z o.o. brzmi jak lekka przesada. Inni mówią, że potrzeba nam wojny. Że nic tak jak wojna nie jednoczy ludzi. W czasie wojny ludzie śpiewają. Mówię im na to, „A wy skąd to wiecie? Przeżyliście kiedyś wojnę?” Chwała Bogu, nikt z nich nie musiał. Ale potem oni zaczynają cytować mi książki historyczne z opisami wielkich zwycięstw i jeszcze większych przegranych. Pytam ich kto zyskał na całym tym zabijaniu i cierpieniu? Mówią mi, że naród. Że się wzmocnił. A ja im mówię, że czasy się zmieniają. Powinniśmy żyć w teraźniejszości, a z przeszłości czerpać inspirację. KCG mówi, że przeszłość została pożarta. Ja im odpowiadam, że tylko na papierze. A oni, że ja nic nie rozumiem. I może tak właśnie jest.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s