Opowieść 13

Wąż w trawie.

Myszy i węże zasadniczo unikają się nawzajem. Chociaż nie, nie do końca. Myszy unikają węży. Węże lubią myszy, bo myszy są smaczne. Zwłaszcza myszy w parku, które z roku na roku robią się coraz okrąglejsze. Mała okrągła myszka łatwo daje się złapać i na długo starcza w powolnym procesie trawiennym węża. Jeśli mowa o kulturze wolnego spożywania, to wężom niczego nie da się zarzucić.

Nie tak dawno Paweł wrócił do domu ze swoim kolegą Juppim, rudą wiewiórką, i oznajmił Marii i Leszkowi, że spotkali wyjątkowo czarującego węża na warsztatach rozwoju nowych pomysłów.

Zwariowałeś?” wybuchnął Leszek, „nie ma czegoś takiego jak czarujący wąż”.

„Właśnie że jest”, odparł Paweł, „ale ty byś tego nie zrozumiał.”

„Problem pokoleniowy”, powiedział Juppy. „Czasy się zmieniły”.

Skąd możesz to wiedzieć, Juppy?” przerwała Maria statecznym tonem matrony. „Wy, wiewiórki, macie zupełnie odmienne relacje z wężami. My, myszy, stanowimy łatwą zdobycz.”

Właśnie miałem to mówić”, poparł Leszek. “Nigdy nie należy oceniać węża po wyglądzie. Może zmieniać skórę, ale głęboko w środku pozostanie taki sam. Najlepiej da się to zrozumieć będąc wewnątrz jego żołądka.”

Powinniśmy unikać węży bez względu na okoliczności, bez względu na okoliczności”, powtórzyła Maria pod nosem, nie słuchając już dalej, zajęta przygotowaniem kolacji.

Paweł musiał przyznać, że w gruncie rzeczy jego rodzice mieli rację. Węże wyrobiły sobie nie lada reputację na przestrzeni wieków, a niełatwo jest zmusić kogoś, by zmienił opinię na czyjś temat. Starsze węże były ambitne, bezwzględne i skoncentrowane na samych sobie. Historia nauczyła nas tej lekcji w dobitny sposób. Ale nie wszystkie węże są w głębi serca złe, o ile takie porównanie nie wprowadza zamieszania, bo przecież węże nie mają serca. A nawet jeśli były kiedyś złe, to wiele z nich nauczyło się, że współpraca i szacunek wobec innych są jedyną drogą do osiągnięcia sukcesu.

Lekceważąc przestrogę rodziców, Paweł nie zamierzał unikać tego konkretnego węża. Wąż ten złożył Pawłowi i Juppiemu ofertę nie do odrzucenia. Przeprowadzał rekonesans dla potencjalnych inwestorów. Przybył do parku z odległego miejsca dobrobytu w poszukiwaniu nowych pomysłów. Pomysłów, które mógłby zabrać ze sobą z powrotem, rozwinąć i zbić majątek.

„Majątek dla samego siebie”, powiedział Leszek.

„Majątek dla wszystkich”, odparł Juppy. „Bez nas nie da rady.”

I dlatego chce, żebyśmy pojechali z nim, spotkali się z inwestorami i rozwinęli nasz pomysł”, tłumaczył Paweł.

„Chcecie z nim jechać?” spytał zaskoczony Leszek.

„Musimy” odrzekł Paweł.

Jak inaczej mamy ruszyć z naszą ideą? Tutaj nigdy nie będziemy mieli szans na jej realizację.” powiedział Juppy. „Tutaj mało kto umie rozpoznać dobry pomysł. A jeśli nawet, to co wtedy? Kradną go i niszczą, bo nie rozumieją, jak wdrożyć go w życie, a potem twierdzą, że od początku pomysł był kiepski.”

Leszek pokręcił głową. „Juppy, może i masz rację, ale moim zdaniem wąż jest wężem i wąż wężem pozostanie, więc tacy jak my powinni unikać każdego węża, który jest wężem. Matka ma rację”, spojrzał w stronę Marii, która z jeszcze większym wigorem krzątała się po kuchni.

Kilka dni później, gdy sroka Klara w ramach wakacyjnych prac dostawczych (ona nazywa je „pomaganiem”, choć tak naprawdę robi to dla pieniędzy, podczas gdy kawki przebywają na wakacjach) wrzuciła list do skrzynki, Paweł podniósł go, otworzył, wyjął z koperty bilet i zaczął machać nim triumfalnie. Prawda uderzyła Marię niczym piorun. Jest najstarsze i najdroższe dziecko rzeczywiście zamierzało opuścić dom. Zadrżała ze strachu, a jej silne nogi ugięły się pod nią. Zwinęła się w kłębek tam gdzie stała i poczęła szlochać. Klara doszła do wniosku, że odczekała już wystarczająco długo, by mieć pewność, że w kopercie nie było niczego interesującego. Wyczuwając nadchodzące kłopoty, czyli coś, z czym nigdy sobie nie radzi, zwłaszcza jeśli kłopoty są cudze, wzbiła się do lotu.

Niezależnie jak mocno Paweł starał się pocieszyć matkę obietnicami prędkiego powrotu i zapewnieniami, że nie będzie przecież sam, że będzie z nim Juppy, odważna i odpowiedzialna wiewiórka, matka pozostawała nieugięta.

Nie ma czym się martwić”, upierał się bliski złości, jak typowy młodziak, u którego entuzjazm góruje nad doświadczeniem. „Wąż zrobił wszystko tak, jak obiecywał. Podróż, darmowe zakwaterowanie na tydzień, przed upływem którego otrzymamy płatne zatrudnienie. Wszystko będzie dobrze.”

“A jeśli nie?”

Jeśli nie, to nie. Będziemy musieli coś wymyślić. Założę się zresztą, że wujek Fredziu nie musiał się tyle tłumaczyć, jak wyjeżdżał za granicę!”

Wujek Fred to zupełnie inna historia. Dostał zaproszenie na wyjazd za granicę od jednego z czołowych ośrodków akademickich. Miał za sobą wsparcie i zachętę ze strony Związku Parkowego, Związku Kulturowego, nawet samego Dyrektora. Był dumą nas wszystkich. Ale ty, ty masz tylko zaproszenie od jakiegoś węża. Tego nie można porównywać. Co ty sobie myślisz?”

Myśl o tym, że jej młoda mysz ma opuścić rodzinne gniazdo była dla Marii prawdziwie wstrząsająca. Członkowie jej rodziny zostawali w domu. Nie włóczyli się. Znajdywali pożyteczne zajęcia tutaj, w parku. Nie martwiła jej wizja tego, że jej syn może zginąć, bądź co bądź śmierć w kłach drapieżnika była realną groźbą każdego dnia życia w parku. Martwiła ją myśl, że jej syn będzie chciał wrócić do domu, ale nie będzie w stanie, że może umrzeć samotnie i anonimowo w jakiejś odległej krainie.

Paweł nigdy nie widział matki tak nieszczęśliwej i będąc prostą młodą myszką nie bardzo wiedział, jak poradzić sobie z takim nadmiarem emocji. Włożył więc bilet z powrotem do koperty i położył go na matczynym kredensie, w miejscu godnym trofeów wygranych w wyścigach czy szkolnych konkursach, trofeów których nigdy sam nie wygrywał. Ale teraz im pokaże. List leżał tam niczym świadectwo dla wszystkich, że on jeden będzie miał przyszłość inną niż pozostali. Wróżył sukces. Potem Paweł wyszedł z domu, pozostawiając matkę we łzach. Cóż więcej mógł zrobić?

Kiedy Leszek wrócił do domu po ciężkim dniu pracy w Uniwersalnych Przekąskach Serowych Spółka Z o.o., od razu wyczuł, że zdarzyło się coś złego. Nikt nie witał go radośnie w progu. Zamiast tego jego ukochana żona ledwie podniosła łapkę i kiwnęła nosem w stronę kredensu. Jego oczy podążyły we wskazanym kierunku. Koperta. Nie lubił kopert. Przynosiły złe wieści. Naprawdę potrzebował odpocząć po długim dniu, ale po cóż odkładać nieuniknione. Zamiast usadowić się jak zwykle w swym ulubionym fotelu podszedł powoli do kredensu. Kiedy jednak spostrzegł, że list nie był adresowany do niego, odwrócił się z ulgą.

„Nie przeczytasz? Przyszedł. Jego bilet.”

Nie jest adresowany do mnie.” Leszek czuł się nieswojo w obecności listów, nawet tych cudzych.

„Jesteś jego ojcem, nie chcesz wiedzieć dokąd się wybiera? Paweł nic nam nie powiedział?”

Leszek wziął kopertę i usiadł w swoim ulubionym fotelu. Otworzył ją powoli i wyjął zawartość. „Robi wrażenie.”

Mówiąc szczerze, czuł się zmieszany. Nigdy wcześniej nie widział żadnego dokumentu podróży i nie bardzo go rozumiał. Gapił się więc na niego w bezruchu.

No i co tam jest napisane?” spytała Maria, tracąc powoli cierpliwość.

Leszek spojrzał na swoją małą żonę, tak zmartwioną, tak do siebie niepodobną. Cóż mógł uczynić? „Nie wiem. Nie rozumiem tych słów.”

“Coś na pewno rozumiesz.”

“To jest w obcym języku. Nic mi to nie mówi.”

Odwrócił dokument na drugą stronę w nadziei na znalezienie jakiejś wskazówki, choć wiedział, że żadnej nie znajdzie. Był oszołomiony. Zatrzymał się, by pomyśleć, co nie zdarza mu się zbyt często.

Po chwili jego uwagę przykuło pudełeczko zapałek na stoliku przy fotelu. Zapałek Pawła. Zwykle tu nie leżały. To był jego stolik. Ale podsunęły mu one pomysł. Niewiele myśląc złapał pudełko, wyciągnął jedną zapałkę i podpalił ją. Po czym przyłożył płomień do biletu. Patrzył jak niebieski ogień liże papier. Gdy płomień zaczął parzyć mu łapki, upuścił papier na podłogę i obserwował jak marszczy się on i przemienia w popiół. Miał nadzieję, że to położy kres Pawłowym nadziejom o wyjeździe. Spojrzał na swoją żonę. Jej mała twarz wykręcona była z przerażenia.

“Leszek”, wyszeptała.

Chcesz, żeby został, zgadza się?” powiedział, sięgając po przekąskę serową z talerza, który stał zawsze przy krześle.

Zanim Maria zdążyła odpowiedzieć, do pokoju wszedł Paweł. Poruszył wąsami, węsząc źródło zapachu. Leszek zamarł z przekąską serową pomiędzy zębami. Paweł prawie roześmiał się na widok ojca. Powędrował jednak spojrzeniem na półkę kredensu i dostrzegł puste miejsce. Znów spojrzał na ojca, zauważając tym razem popiół na podłodzie nieopodal jego łap. Górna warga powoli podniosła mu się do góry, obnażając zęby, tak jak robi to pies gotując się do ataku. Wydał z siebie pogardliwy śmiech, okropny dźwięk, którego nie słyszeli nigdy ani jego rodzice, ani nawet on sam nie potrafiłby powiedzieć skąd ten dźwięk się bierze, odwrócił się na piętach i trzasnął drzwiami tak mocno, że aż całe gniazdo zatrzęsło się w posadach. Maria osunęła się na podłogę, szlochając.

Nie ma się czym martwić”, powiedział wąż. „To się często zdarza. Rodzice potrafią przesadzić. Ale nie zorganizuję ci nowego biletu za darmo. Sam rozumiesz. Za wymianę trzeba zapłacić.” Choć zszokowała go trochę podana cena, Paweł obiecał, że wróci z pieniędzmi. Jeśli Paweł był zszokowany, to Leszek przeżył najprawdziwszy wstrząs, gdy Paweł zażądał od niego pieniędzy. Była to kwota bliska równowartości ośmiotygodniowej wypłaty.

„Nie dam ci takich pieniędzy, żebyś mógł je przekazać wężowi. Zostaniesz tutaj, a ja pogadam z dyrektorem Przekąsek Serowych. Być może on będzie w stanie pomóc ci z tym twoim pomysłem.”

W kłótni, która nastąpiła, Maria poparła Pawła. Nieomal zdołała przekonać samą siebie, że Pawłowi byłoby lepiej, gdyby wyjechał. Gdy stało się jasne, że Leszek nie zapłaci, Maria zrobiła coś, czego miała żałować do końca życia. Zdradziła synowi tajemnicę ojca.

Późnym popołudniem Paweł powędrował ścieżką prowadzącą z dala od gniazda. Słońce zachodziło właśnie za horyzont, a nocne zwierzęta budziły się do życia. Odwrócił się w kierunku jeziora i poprzez bogate leśne runo zdołał dojrzeć odbłysk białego pałacu, w którym spędził większość swej młodości. Przypomniał sobie wszystkie te razy, gdy towarzyszył wujowi Fredowi w oglądaniu obrazów w galerii lub przegryzaniu się przez książki w bibliotece. U progu wyjazdu żałował, że nie próbował bardziej, że nie starał się mocniej, by zbadać ten świat, który piękno stary profesor tak bardzo chciał mu zaszczepić. Już za późno. Ogarnęło go uczucie nostalgii. Spędził tu całe swoje życie. Czy naprawdę musiał wyjeżdżać? Szedł powoli, rozważając swoją decyzję. Rodzice chcieli, by został. On sam chciał zostać. Dlaczego więc to robił? Wystarczyłoby, że odniósłby bilet wężowi i zażądał zwrotu pieniędzy. Mógłby być w parku o tej samej porze zarówno jutro jak i pojutrze. Ale to oznaczałoby, że nic by się nie zmieniło, jego nadzieje okazałyby się płonne, a on sam skończyłby jak jego ojciec lub nawet gorzej, jak tylu innych młodych bez perspektyw. Nie miał wyjścia i na szczęście miał ze sobą Juppiego. Kochany Juppy. Myśl o przygodzie u boku starego druha podniosła go na duchu. Wracał do domu spokojniejszy.

Zaskoczył go widok rodziców Juppiego, gdy przechodził przez otwarte drzwi frontowe. Coś było nie tak. Maria stała z boku, roztrzęsiona. Leszek grzebał prawym pazurem w ziemi, jak zwykły to robić myszy, gdy są zdenerwowane. Oczy rodziców Juppiego wbite były w ziemię w głębokim zawstydzeniu. Leszek naskoczył na Pawła gdy tylko go zobaczył.

„Myślałem, że mogę ci ufać, a ty jesteś zwykłym złodziejem.” „Złodziejem?” burknął Paweł w osłupieniu.

„Ja mu je dałam,” płakała Maria, „to była moja wina. Ja mu dałam te pieniądze.”

Wcale nie. Nie masz odpowiednich kształtów, żeby przecisnąć się przez szczelinę. On je wziął. On je ukradł.”

Paweł zamarł. Szloch Marii był jedynym dźwiękiem słyszalnym w pokoju. Leszek wpatrywał się w rodziców Juppiego, jakby chciał ich zmusić do mówienia. Oni dalej wpatrywali się w podłogę. Leszek prychnął.

W porządku, ja mu powiem, jeśli wy nie chcecie.” odwrócił się do Pawła. „Juppy z tobą nie jedzie. Musi zostać tutaj. Wie, jak bardzo rodzice go potrzebują i będąc dobrym synem, a nie takim złodziejem jak ty, robi to czego oczekują od niego rodzice. Jedziesz sam i nie obchodzi mnie, czy cię jeszcze kiedyś zobaczę. Teraz zabierz swoje rzeczy i wynoś się.”

Siedząc nieruchomo w otoczeniu gromady podobnych mu młodych myszek w oczekiwaniu na transport, Paweł czuł się wstrząśnięty. Prawda, nie powinien był brać pieniędzy, i chciał powiedzieć ojcu, że wszystko mu zwróci. To byłaby kwestia kilku tygodni. Ale jeśli ojciec nie spaliłby mu biletu nic z tego by się nie wydarzyło, więc sam był sobie winien. Najbardziej bolało Pawła, że nie mógł pożegnać się z matką. W obecności rodziców Juppiego, przy ojcu ogarniętym szałem, nie był w stanie powiedzieć wszystkich tych rzeczy, które chciał, które potrzebował powiedzieć. Może więcej jej już nie zobaczyć. Poczuł wilgoć na twarzy i zaczęło ogarniać go uczucie wstydu, aż rozejrzał się dookoła i zobaczył, że nie on jeden przeżywa ciężkie chwile. Być może towarzysze jego podróży też mieli swoje powody.

Młodzi szybko dochodzą do siebie i zapominają, pochłonięci wirem teraźniejszych wyzwań. Trudniej jest tym, którzy zostają z tyłu, mając jedynie swe codzienne roztargnienie, by wypełnić czas. W miarę jak transport posuwał się do przodu, niosąc młode myszki nie wiadomo dokąd, dwie pary oczu, nieświadome siebie nawzajem, ukryte w leśnym poszyciu, jedna z dala od drugiej, obserwowały jego wędrówkę, aż zniknął w oddali.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s