Warszawska Jesień. Berliner Philharmoniker.

Warszawska Jesień. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, Jacek Kasprzyk, 25.09.2009. Luciano Berio oraz Hanna Kulenty(the English version below)

Żałuję, że minął już popularny niegdyś zwyczaj śledzenia nut na miniaturowej partyturze podczas koncertów. Bez względu na wiek i wykształcenie, słuchacze robili to z szeregu powodów. Między innymi dlatego, że z partyturą w ręku, sprawiali wrażenie większych intelektualistów, mądrzejszych niż inni. Ale najważniejsze: śledzenie jej pozwalało słuchaczowi zobaczyć, czy to, co robi dyrygent pozostaje w zgodzie z intencjami kompozytora.

W zeszły piątek na prawdę żałowałem, że nie mam kopii partytury 4 DédicacesBerio. Gdybym nie moje usilne starania, słyszałbym jedynie piskliwą sekcję dętą. Wielka sekcja smyczków była schowana, brzmiała płasko i bez wyrazu. Dyrygent nie próbował ożywić partii na smyczki, co sprawiło, że ich misternie wyrzeźbione fragmenty brzmiały bezładnie i nudno. Zdawało się, że jedyne, co jest w stanie zrobić ekstatycznie odmierzający rytm Pan Kasprzyk, to utrzymać orkiestrę w całości. Miało się wrażenie, że jest to jego jedyny cel.. A dyrygent powinien tworzyć muzykę, a nie tylko odmierzać rytm! Jeśli nie potrafi, dzięki swojej wyobraźni, ożywić zapisanej na papierze nuty, nie wywiązuje się z umowy wiążącej go z kompozytorem, publicznością, czy orkiestrą… A z tego, co udało mi się usłyszeć, orkiestra wydawała się być dobra.

Jeśli chodzi o koncert skrzypcowy, który miał miejsce później – wydaje mi się, że właśnie przez taki rodzaj twórczości muzyka współczesna jest tak niepopularna wśród ogółu bywalców koncertów. Jeśli masz tylko jedną ideę, i to w dodatku taką, na której rozwinięcie nie masz już żadnego pomysłu, powiedz, co masz do powiedzenia i zamilknij – a nie przeciągaj tego przez ponad pół godziny lub dłużej. Cóż za góra śmieci. Rafał Zambrzycki-Payne jest, mimo wszystko, świetnym skrzypkiem, szkoda tylko, że nie miał nic lepszego do zagrania. Wyszedłem w przerwie i nie sądzę żebym wrócił w przyszłym roku


Berliner Philharmoniker, Sir Simon Rattle, 26.09.2009, Filharmonia Narodowa

Niestety, nie udało mi się dotrzeć na ten koncert, ale jaskółki doniosły, że wszyscy wielcy i piękni, elegancko ubrani, dotarli i sądząc po ich entuzjastycznych brawach, byli zachwyceni. Sama jaskółka natomiast nie były aż tak zachwycona. Owszem, wyborna kontrola dynamiki przez dyrygenta (może prof. Wit mógłby się czegoś nauczyć?), owszem, świetna artykulacja, ale – bo niestety jest jakieś „ale” – wygląda na to, że orkiestra nie była zbyt dobrze zgrana.

Oczywiście nie mam wątpliwości co do tego, że Sir Simon Rattle jest niezwykle energiczny, i osobiście wolałbym usłyszeć występ muzyczny z pomysłem, nawet jeśli nie całkowicie spójny.. Ale (podkreślam, że nie było mnie na koncercie), może rytm Sir Simona nie jest tak wyrazisty jak mógłby być, a może orkiestra nie była tak dobrze przygotowana jakby mogła? A może, zupełnie jak na okropnym koncercie Filharmoników Nowojorskich parę lat temu, do Warszawy przyjechał skład B. A może wszystko po trochu? Szkoda, że nie wszyscy byli zadowoleni…

Jacek Kaspszyk, Katowice Philharmonic, Luciano Berio and Hanna Kulenty

I regret the passing of the popular habit of following the music in a miniature score during concerts.  People of all ages and education used to do it because it had a number of advantages, apart from making you look more intellectual and cleverer than other people. Above all, it enabled the reader to see what the conductor was doing with the composer’s intentions.

Last Friday I really wished I had the score of Berio`s Dedicaces. Unless I worked very hard indeed, all I could hear were the strident brass parts. The enormous string sections were hidden, flat, and bland. The conductor made no effort to bring the string parts to life and, as a result, the performance of these finely sculpted works was inconsequential and boring. Mr. Kaspszyk, beating time frantically, seemed just able to hold the orchestra together, and holding the orchestra together appeared to be his only intention. A conductor is supposed to make music not just beat time! If he doesn’t bring the printed note to life with his imagination then he is not fulfilling his contract with the composer, the audience or the orchestra…and from the little I could hear of the orchestra, it seemed to be a good one.

As for the violin concerto that followed, to my mind this sort of music is exactly why Contemporary music is so unpopular with the general concert-going public. If you only have one idea which you have no idea how to develop, keep it short, say what you want to say and stop…don’t drag it on for 30 minutes or more. What a load of rubbish. Rafal Zambrzycki-Payne is a great violinist, though. It was a pity he didn’t have something better to play.

I left at the interval and I don’t think I’ll go back next year.

The Berlin Philharmonic. Warsaw Philharmonic Hall 

Alas, I could not be there, but I heard through the grapevine all the great and the good were there and beautifully dressed and that, judging by their enthusiastic applause, they loved it.

Actually, the grapevine itself was not too enthusiastic. Yes, lovely control of dynamics (could Prof.Wit learn something from that?), yes, superb articulation, but, and here is the but, it seems they were not too good at playing together. 

Now, Sir Simon Rattle is very musical, no doubt about that, and personally I’d much rather hear a musical performance with ideas even if it is not entirely together.  But, (and I must repeat I was not there), but  perhaps Sir Simon’s beat is not as sharp as it might be and perhaps the orchestra was not as well rehearsed as it might have been? Or perhaps, just like the New York Philharmonic’s awful concert here a couple of years ago, they brought the B players to Warsaw. May be a little of all three? What a pity though that not everyone was thrilled.

Refleksje na temat Festiwalu „Chopin i jego Europa”

Ze wszystkich festiwali które gości Warszawa, „Chopin i jego Europa”, oraz inne wydarzenia muzyczne związane z Fryderykiem Chopinem wydają się najbardziej na miejscu. Dlaczego? Spośród trzech największych Polaków – Papieża Jana Pawła II, Lecha Wałęsy, Fryderyka Chopina, tylko ten ostatni dorastał w Warszawie i był z nią blisko związany. Dla kontrastu Beethoven nigdy nie odwiedził Warszawy, nawet przejazdem.

Chopin spędził w Warszawie pierwsze 20 lat swojego życia, zanim udał się na zachód, wyznaczając tym samym trend dla młodych Warszawiaków w XXI wieku. Warszawy miał Chopin już nigdy później nie zobaczyć, choć powróciły tu jego szczątki. 

Politycy lubią festiwale, ponieważ sprawiają dzięki nim wrażenie jakby coś robili, choć tak naprawdę robią niewiele poza wydawaniem nie swoich pieniędzy, głównie na zagranicznych artystów. A to czego Warszawa potrzebuje najbardziej to pieniądze na infrastrukturę. Niestety inwestycje w nią już nie rzucają tak dobrego światła na polityków i organizatorów festiwali. Dlaczego, na przykład, Warszawa jest jedyną większą stolicą w Europie bez nowoczesnej Sali koncertowej? (Przy okazji – nie zauważyłem Burmistrza na żadnym z koncertów.A Ty?)

A co robi się w kwestii edukacji muzycznej? Lekcje muzyki w szkołach? Na pewno edukacja jest warta więcej, niż kilka koncertów niespójnej jakości dla nielicznych wybrańców. Nielicznych wybrańców? Tak, bo bez odpowiedniego przygotowania we wszystkich szkołach, muzyka klasyczna w Polsce zawsze będzie tylko dla nielicznych, bardzo nielicznych odbiorców. Czy Narodowy Instytut Fryderyka Chopina ma program edukacyjny? Sprawdź na stronie internetowej – dość żałosne.  Filharmonia Narodowa?

Przy okazji – co za geniusz wymyślił okładkę broszury z programem artystycznym Filharmonii Narodowej na sezon 2009/10? Antoni Wit. Z zamkniętymi oczami! 

Wydaje mi się, że miniony Festiwal Chopin i jego Europa jest bodźcem do poruszenia kilku ważnych kwestii: jakości koncertów, ich organizacji, rozplanowania w czasie oraz kosztu biletów.

Chciałbym rozważyć pierwszą z nich. A może czytający bloga mogliby dodać swoją opinię na temat pozostałych?

Ktoś kiedyś powiedział że nie istnieje coś takiego jak kiepska orkiestra, a jedynie kiepscy dyrygenci. Dla przykładu, problemy Orkiestry XVIII Wieku dotyczą w dużym stopniu stanu zdrowia Fransa Brüggena. Zgoda, dyrygent jest w świetnej formie – jak na kogoś w jego stanie. Jego muzycy są niepodważalnie solidni. Ale mam wrażenie, że występy, choć zawsze bardzo profesjonalne, stają się monotonne ze względu na stan fizyczny Brüggena.

Żadna polska orkiestra nie zagrała na Festiwalu dobrze. Żadna nie została w pełni wykorzystana przez dyrygentów: ciężko (nawet za ciężko) pracujący Jacek Kasprzyk oraz do bólu perfekcyjny Antonii Wit cechują się zachowaniami, które zdają się kolidować z tworzeniem dobrej muzyki. Czy to kwestia zbyt wielkiego obłożenia koncertami, pozostawiająca zbyt mało czasu na odpowiednie przygotowanie? Może. To niesprawiedliwe winić dyrygenta? Ale przecież to nie samochód wini się za kiepską jazdę, tylko kierowcę …i może czasem organizatorów koncertu.

A kiedy wreszcie skończy się ten nudny zwyczaj owacji na stojąco? „Pomyśl zanim wstaniesz” – to moje motto. A może lepiej – „pomyśl zanim zaczniesz klaskać”… Na pewno sprawdziło się przy okazji przerażającego odczytu muzyki instrumentalnej Mendelssohna przez Philippe’a Herreweghe. Z głową w partyturze, najwyraźniej nie wiedział zbyt wiele o muzyce. Jak można się było spodziewać, reakcja audytorium nie była entuzjastyczna. Jednak tylko do czasu gdy Waldemar Dąbrowski nie wstał by zachęcić do owacji. Te oklaski nie były jednak zasłużone. Philippe Herreweghe był do niczego, co też mu powiedziałem, ku jego niezadowoleniu, po koncercie.

Pan Dąbrowski powinien nauczyć się siedzieć na swoich dłoniach nawet gdy jest organizatorem czy patronem koncertu. Jest człowiekiem o wysokiej kulturze i powinien mieć swoje zdanie. Oczywiście on tylko naśladuje Elżbietę Penderecką, która zdaje się myśleć, że wszyscy jej muzycy są boscy. Nie są, a ona powinna się kontrolować. To absurdalne. Gorzej, taka nieuczciwość poniża muzykę.

Mógłbym napisać dużo więcej o festiwalu: o 14-letniej Japonce która świetnie naśladuje Rubinsteina, o kilku wybitnych recitalach (choć występ Emanuela Ax był wielkim rozczarowaniem – co się stało?), o rzadkiej możliwości posłuchania Marty Argerich grającej dwa koncerty w ciągu jednego wieczoru, o Oratorium Eliasz, o próbie zorganizowania koncertu dla dzieci (3-latki były troszkę za małe na całe „Stworzenie Świata”, ale może lepszy rydz niż nic…?) o trudnościach z kupnem biletów.

Powinienem także zapytać dlaczego nikt nie zrobił nic w sprawie edukacji audytorium odnośnie kasłania. Słyszeliście, że w przypadku kaszlu trzymanie chusteczki przy ustach zmniejsza ilość decybeli o 70%?! Poza tym to nieładnie nie zasłaniać ust kiedy kaszlemy. Przecież rozsiewamy w ten sposób zarazki. Czy tego już nikt nie uczy?

Ale największy w moim odczuciu problem dotyczy tego co dzieje się z warszawskimi orkiestrami. Ten problem nie zniknie dopóki nie zostanie rozwiązany problem dyrygentów. A to MUSI nastąpić przed uroczystościami związanymi z Rokiem Chopinowskim 2010! Chociaż nie sądzę, aby ktoś się tym zajął… 

Proszę dodaj swoją opinię na temat tego co piszę: nie musisz się ze mną zgadzać! Dodaj swoje zdanie na temat innych aspektów Festiwalu.

Proszę, zacznijmy dyskusję i zróbmy coś z opłakanym stanem muzyki i edukacji muzycznej w Warszawie. Potrzebujemy drugiego Powstania Warszawskiego!

Reflections on the Chopin Festival

Of all the classical music festivals Warsaw hosts, the Chopin is the most logical. Why? Because of Poland’s three greatest sons: Pope JP II and Lech Walesa, Chopin is the only one to have grown up in Warsaw and to have had close association with it.  Beethoven never came to the place, not even to change coach.

 

Chopin spent the first 20 years of his life here, until, setting a trend for 21stcentury young Varsovians, he went west never to see Warsaw again, though parts of him came back in a box.  

Politicians like festivals because they make them look as if they are doing something, whereas, in fact, they are doing very little except spending money, mainly on foreign artists. What Warsaw needs is infrastructure, but that’s not very glamorous for our politicians and festival organisers. Why, for example, is Warsaw the only major European capital without a modern concert hall? (By the way, I didn’t spot the Mayor at any of the Chopin Festival concerts I went to. Did you?)  

And what is being done about education? Music in schools? Surely education is much more valuable than a few concerts of inconsistent quality for a select few? A select few? Yes, because without a proper music education programme in all schools, classical music in Poland will always be for the few, the very few. Has the NIFC an education programme? Look at its website. Pathetic really. And as for the Philharmonia, well. And, while we are at it, what genius thought up the photo on the cover of the Filharmonia Narodowa sezon artystczny 2009/10 brochure? Antoni Wit with his eyes shut!

It seems to me, this last Chopin festival raised a number of questions: questions of quality, organisation, programming and cost. I’d like to deal with one. Perhaps readers would like to add their thoughts about the others?

Someone once said that there is no such thing as a bad orchestra, only bad conductors. For example, I think the problems facing the Orchestra of 18thCentury are very much those of Franz Bruggen`s health. Agreed, his stamina is amazing for someone in his condition. All his musicians are unquestionably fine. But, I feel the performances, though always musical, are dull because of Bruggen`s physical state.

Neither of the Polish orchestras in the festival played well. Neither  was well used by the conductors: the much (even over)-working Jacek Kaspszyk and the sartorially perfect Antoni Witt both have idiosyncrasies which interfere with good music making.  A question of too many concerts, too little time to prepare properly? Perhaps. Unfair to blame the conductor? You don’t blame the car for bad driving, you blame the driver and perhaps the concert organisers.

And when will this tedious habit end of giving standing ovations? Think before you stand, is my motto. Rather, think before you clap, might be better. This was certainly true of PH`s appalling reading of Mendelssohn’s instrumental music. With his head in the score, he clearly knew very little about the music. The audience reaction was unenthusiastic until Waldemar Dabrowski stood up to rally the ovation. This ovation was not merited. PH was rubbish and I told him so after the concert, which he did not appreciate.

Mr. Dabrowski should learn to sit on his hands even if he is the concert organiser, patron or whatever. He is a man of great culture and should know better.  Of course, he is only copying Elzbieta Penderecka who seems to think everyone of her musicians is God-like. They are not, and I wish she would control herself. It is ridiculous. Worse, such dishonesty debases music.

I could write so much more about the festival: the 14 year old  Japanese girl who imitates Rubinstein so marvellously, the few outstanding recitals (Emanuel Ax was very disappointing, what’s happened?), the rare opportunity to hear Martha Argerich play two concertos in one night, Elijah, an attempt at a children’s concert (the 3 year olds and under were a bit young for the whole of the Creation! but a start), the difficulty of buying tickets. 

 I should also ask why no one has does anything to educate the audience regarding coughing. Did you know that putting a handkerchief in front of the mouth reduces the decibels by 70%? Anyway, it is rude not to cover your mouth when you cough. It also spreads diseases. Isn’t that taught anymore?

But, but the big issue is what is happening to Warsaw’s orchestras? This problem will not go away until the question of conductors is resolved and resolved it must be before the 2010 Chopin celebrations…though I don’t suppose anyone will do anything!

Please write what you think about my thoughts: you don’t have to agree with me. Add yours about other aspects of the festival. But please, let’s get a debate going and do something about the pitiful state of music and music education in Warsaw. We need a second Warsaw Rising.